Czy jadąc pociągiem choć raz nie pomyślałeś (pomyślałaś) „jak by to było pociągnąć za ten dyndający zachęcająco hamulec bezpieczeństwa”? Przyznam się, że nie raz się nad tym zastanawiałem. W mojej głowie kłębiły się wyobrażenia jak nagle pociąg wyhamowuje, a pasażerowie stojący lub udający się do (niegdyś obrzydliwej) toalety w pociągu PKP zaczynają tracić równowagę i przewracają się. W tych scenach jakoś nigdy nie wyobrażałem sobie rannych, co chyba oddaje moją pacyfistyczną naturę. Niemniej jednak muszę się Wam do czegoś przyznać. W końcu zrobiłem to – pociągnąłem za hamulec…

Ale nie ten w pociągu! Pociągnąłem za hamulec bezpieczeństwa mojego domowego budżetu. To koloryzowany opis sytuacji, jaką postanowiłem wdrożyć „na próbę”, czyli maksymalnego ograniczenia wydatków. Jak to realizuję?

Przede wszystkim przejrzałem moje wszystkie subskrypcje. Od tego chyba każdy powinien teraz zacząć, bo żyjąc w cyfrowym świecie sporo się ich namnożyło i nieźle rozpychają się w naszym portfelu. Korzystając od wielu lat z ekosystemu stworzonego przez Apple na różnych urządzeniach tego producenta „dorobiłem się” przy okazji licznych subskrypcji, a z niektórych rezygnacja staje się nie tyle niemożliwa, co uciążliwa. Ale przejrzyjmy je:

  • Apple iCloud Drive to miejsce, gdzie przechowuję nie tylko moje wszystkie dokumenty, lecz przede wszystkim kopie zapasowe z posiadanych urządzeń. Możliwe jest zastąpienie innymi usługami, jak np. Google czy Microsoft OneDrive, to jednak w wariancie, kiedy mamy już nagromadzonych sporo danych nie będziemy się „łapać” na żaden z bezpłatnych wariantów. Dla mnie oznacza to koszt miesięczny w wysokości 11,99 zł za przestrzeń 200 GB. Czy mogę wyeliminować ten wydatek? Tak, decydując się na wykonywanie lokalnych kopii bezpieczeństwa wszystkich moich urządzeń. Lecz wówczas utracę możliwość współdzielenia plików pomiędzy urządzeniami i większą frustrację będzie powodować u mnie nagła chęć skorzystania na urządzeniu mobilnym z zasobów, które na nim nie będą dostępne.
  • Apple Music to serwis muzyczny działający jak najbardziej popularny Spotify, czy mniej znany Tidal. Nigdy nie zajmowałem się porównywaniem zakresu dostępnych utworów każdego z tych serwisów ani opłatami. Są one w gruncie rzeczy porównywalne. Dla mnie korzyścią była integracja serwisu Apple Music z urządzeniami tego producenta, możliwość posiadania swojej ulubionej muzyki i playlist na każdym urządzeniu, a także konwersja wgranych przeze mnie lata temu muzyki z płyt CD poprzez iTunes do postaci biblioteki Apple Music z możliwością uzupełniania brakujących pozycji z albumów. Brzmi i działa fajnie. Ale też i kosztuje. Miesięcznie 19,99 zł. Uważam, że Apple Music sprawdza się genialnie i szybko polubiłem ten serwis, ale zauważyłem też, że ostatnio bardzo rzadko z niego korzystam. Coraz częściej słucham radia poprzez jeden z aplikacji agregującej różne radiowe serwisy streamingowe, gdzie muzyka się nigdy nie kończy. Wniosek – subskrypcja do eliminacji. Pojawiło się jednak pewne „ale”. Usuwając subskrypcję stracę wszystkie piosenki, które mam w wersji online, łącznie z tymi, które skonwertowałem i pouzupełniałem z albumów z płyt CD. Nie wiem jak się zachowają pojedyncze piosenki, które kupowałem przez zapomniany już iTunes Store. Masakra. Czy mam płacić za ten serwis do końca życia? Tak, do końca życia i tylko do końca życia, bo ściągniętych piosenek nie można komuś zapisać w spadku. Nawet kupując swego czasu utwory z iTunes Store kupowaliśmy wyłącznie prawa do ich odtwarzania na dowolnym naszym osobistym urządzeniu na czas naszego życia. Muszę to przemyśleć… może znajdę w Internecie jakiś sposób.
  • Microsoft 365 (dawniej Office 365). Potrzebowałem tak naprawdę Excela do szkoły. Nie mogłem skorzystać z Google Sheets czy Apple Numbers, ponieważ korzystałem z wtyczek z funkcjami statystycznymi i Solvera. No, inaczej się nie dało. Ale szkołę już skończyłem, a koszt miesięczny 29,99 zł nadal ponoszę. Do eliminacji! Informacyjnie dla Was – jako edytora tekstu zacząłem używać Apple Pages, który bardzo sobie chwalę. Jest on dla mnie w pełni wystarczający.
  • True Caller – dość ciekawa aplikacja, która odsiewa niechciane połączenia (tzw. „telemarketing”). Korzystałem z subskrypcji miesięcznej za 6,99 zł, która dawała mi wszelki spokój od zaproszeń na różnego rodzaju pokazy garnków, pościeli czy urządzeń terapeutycznych. Spodobała mi się tak bardzo, że kiedy pojawiła się promocja zamiany subskrypcji miesięcznej na tańszą subskrypcję roczną – skusiłem się. Mimo to mam świadomość, że jest to kupowanie świętego spokoju. Co można zrobić w zamian? Nie odbierać telefonów z numerów, które nie są nam znane. Po odebraniu połączenia zadać pytanie czy rozmowa jest nagrywana – jeżeli osoba po drugiej stronie potwierdzi, że tak – możesz nie zezwolić na nagrywanie – a rozłączą się z Tobą (to działa!). No i jeszcze trzeci sposób – możesz powiedzieć, że jesteś niepełnoletni. Również nie będą z Tobą chcieli rozmawiać.
  • Telewizja – nie wiem kto jeszcze z moich znajomych w zbliżonym wieku (a już zdecydowanie tych młodszych) ogląda tradycyjną telewizję?! Ja mimo wszystko postanowiłem utrzymać minimalny pakiet, który kosztuje mnie 17,50 zł miesięcznie. Chociaż rzadko telewizję oglądam. Właściwie to rzadko uruchamiam. Do eliminacji.
  • Netflix – korzystam sporadycznie, wyłączam go co jakiś czas. Wszystkie ciekawe pozycje (głównie kryminały) już obejrzałem, a w kolejne nie chcę angażować swojego czasu. Korzystałem z najtańszej opcji, bez Full HD, czyli za 34,- zł miesięcznie. Wyeliminowałem zaraz po zelżeniu sytuacji epidemiologicznej, więc się nie liczy. Plus dla mnie.
  • YouTube Premium – ale wpadłem! Zapisałem się na bezpłatny miesiąc próbny, ale możliwość rozkoszowania się filmami bez reklam spowodowała, że nie anulowałem płatnje subskrypcji. Z mojego konta zaczęło znikać 23,99 zł miesięcznie (i to już po raz drugi). Ale na tym koniec. Zrezygnowałem.
  • Allegro Smart  – nieco inna kategoria, bo nie rozrywka, ale serwis darmowych przesyłek. Darmowych, o ile zrobisz zakupy u jednego sprzedawcy przekraczające 40,- zł i masz pod nosem paczkomat, bo tam będą nadawane przesyłki. Ta przyjemność, bezpłatna w okresie pandemii, kosztuje standardowo 6,99 zł miesięcznie. Jest jeszcze jedna strona medalu. Zakupy online potrafią być bardziej uzależniające niż te tradycyjne. Istnieje także pokusa, że zaczniesz robić częstsze zakupy, aby „odrobić” opłatę miesięczną. Nie popełniaj tego błędu. O ratach 0% wprowadzonych w Allegro nie będę wspominać. Po prostu mówię NIE!

Z innych subskrypcji nie korzystam, ale jeżeli podsumujemy wszystkie powyższe, wyjdzie łączna kwota 144,45 zł. To prawie 150,- zł! A to nie koniec pokus! Swego czasu korzystałem jeszcze z nieobecnego już w Polsce serwisu ShowMax, gdzie oglądałem jedną produkcję – polską edycję Saturday Night Live. Decyzję o zakończeniu subskrypcji w tym przypadku podjął producent, który wycofał się z Polski. Wstyd się przyznać.

Niemniej jednak Ty również możesz mieć przeróżne subskrypcje, które pożerają gotówkę z Twojego portfela (mówiąc w przenośni, bo tak naprawdę wszędzie podłączasz swoją kartę płatniczą, której rachunek jest cyklicznie obciążany). Gdzie możesz zatem szukać oszczędności? Oto lista serwisów, z których możesz korzystać, sprawdź czy nie ma ich na Twoim wyciągu z konta lub karty kredytowej:

  • Amazon Prime (w Polsce wyłącznie serwis TV).
  • HBO GO
  • Wszelkie serwisy TV-online, które zawierasz (często nieświadomie) wraz z umową platformy telewizji satelitarnej czy kablowej (dla przykładu: FOX TV, Filmbox, Cinemaxx, Canal+, i in.).
  • Zweryfikuj swoją umowę z obecnym operatorem telewizji satelitarnej lub kablowej, być może kryją się tam płatne „opcje dodatkowe”, które były bezpłatne wyłącznie przez początkowy okres, a z których możesz bez konsekwencji zrezygnować.
  • Serwisy oferujące dostęp do audio-booków oraz e-booków (np. Legimi). Jeżeli mało czytasz to przede wszystkim zacznij czytaj więcej (sic!), ale wcześniej zweryfikuj, czy odpowiada Ci oferta danego serwisu. Być może nie ma tam tytułów, które Ciebie interesują. Ja czytam książki wyłącznie w wersji elektronicznej, bo nie mam ich najzwyczajniej jak składować w moim małym mieszkaniu, jednakże kupuję je pojedynczo poszukując najlepszej oferty w serwisie „Świat czytników”, który jest odpowiednikiem e-bookowego serwisu Ceneo).
  • Empik Premium – usługa działająca podobnie jak Allegro Smart.
  • Wszelkie opłaty dodatkowe i ubezpieczeniowe, które mogą się „przykleić” do Twojego rachunku za telefon komórkowy. Poszukuj na fakturze pozycji dotyczących telewizji online, serwisów streamingowych (muzyka, filmy), ubezpieczenia ekranu telefonu, itp.
  • Masz telefon stacjonarny? Naprawdę go potrzebujesz…? Przyznam się, że kiedyś posiadałem telefon stacjonarny wyłącznie dlatego, że w miejscu mojego poprzedniego zamieszkania był słaby zasięg i miałem obawy, że jak przyszłoby mi wzywać pomoc, to pewnie bym się nie dodzwonił. Spokojnie, wiem, jak to brzmi. Zapewniam, nie mam już telefonu stacjonarnego.
  • Wszelkie opłaty członkowskie, np. do klubu fitness, z którego nie korzystasz. Są to drogie usługi, o ile nie korzystasz z preferencyjnej karty zapewnionej przez Twojego pracodawcę, więc potencjalne oszczędności mogą sięgać 100,- zł w skali miesiąca. Nim jednak zrezygnujesz sprawdź warunki swojej umowy, czy nie została zawarta z mininalnym okresem obowiązywania. W przeciwnym razie może grozić Tobie kara za jej przedwczesne zerwanie (kara ta może być także wyrażona jako rekompensata opłaty wpisowej, której nie ponosiłeś podejmując zobowiązanie długoterminowe i będziesz musiał ją ponieść „na wyjściu”). Nie zrozum mnie źle. Ruch to zdrowie. Jednakże w praktyce w miesiącach letnich siłownie i kluby fitness pustoszeją, co jest całkowicie naturalne. Skorzystaj z ruchu na świeżym powietrzu.

Podlicz wszystkie subskrypcje i „opcje dodatkowe”. Zobacz, z których możesz zrezygnować i jakie osiągniesz oszczędności w skali miesiąca, a następnie zsumuj oszczędności w skali roku. Kwota może zrobić wrażenie!

Powrócę teraz do tytułowego „hamulca bezpieczeństwa”. Subskrypcje to pierwszy krok. Ja postanowiłem pójść krok dalej. Moim „hamulcem” było wprowadzenie w każdym tygodniu jednego dnia, gdzie nie dokonuję żadnych wydatków. Po prostu dzień, w którym nie wydaję żadnych pieniędzy, nie robię zakupów. Stało się to możliwe poniekąd dzięki kwarantannie. Siedząc w domu i mając ograniczony ruch człowiek przybierał na wadze. Chcąc powrócić do dawnych aktywności sportowych i dawnej wagi muszę się wesprzeć moimi „dietami”, czyli rozpiskami co i jak jeść. Jest to o tyle wygodne, że mam już gotowe, zaplanowane posiłki na cały tydzień. Łatwiej mi robić zakupy. Trzymając się zasady, że nie kupuję rzeczy zbędnych, mogę robić zakupy rzadziej, opróżniam lodówkę na bieżąco i nic nie wyrzucam. No i portfel też jest przy okazji na diecie. Gorąco polecam! Oczywiście ten stan nie będzie trwał wiecznie, niemniej jednak wierzę, że mój portfel i mój organizm mi podziękują. A Ty, co sądzisz o pociągnięciu „hamulca bezpieczeństwa”? Daj mi znać w komentarzach. Do następnego przeczytania.

1 thought on “Pociągnąć za hamulec

Comments are closed.