W dniu dzisiejszym zabrałem mojego Prądojada na kolejną wycieczkę. Choć poprawniej byłoby powiedzieć, że to Prądojad zabrał mnie na wycieczkę. Wierzę, że współcześnie oferowane samochody elektryczne doskonale się do tego nadają, co mam nadzieję, że uda mi się skutecznie udowodnić. Na miejsce dzisiejszej wyprawy wybrałem Szwajcarię. Naprawdę! A dokładnie wieś Wdzydze Kiszewskie w Szwajcarii Kaszubskiej, oddaloną od Gdańska o 80 kilometrów drogi. Dla Prądojada taka trasa to elektryczna wersja przysłowiowego pryszcza. Naładowany do 90% samochód był w stanie pokonać dystans około 250 km, więc mógłbym tę trasę pokonać właściwie trzykrotnie.

Dla tych, którzy nie kojarzą albo we Wdzydzach (Kiszewskich, bo są jeszcze Tucholskie) nie byli, bardzo polecam na weekendową, jednodniową wycieczkę lub krótszy czy dłuższy urlop. Dla mnie miejsce to jest najpiękniejsze wczesną jesienią, która jest moją ulubioną porą roku. Jednakże w środku lata można w pełni skorzystać ze wszystkich atrakcji, jakie oferują. Czyli między innymi kąpieliska nad jeziorem, możliwości jego opłynięcia kajakiem lub innym sprzętem pływającym, który wynajmiecie w pobliskiej przystani. Jest również największy w tej części kraju skansen, wchodzący w skład Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. Znajdziecie tu też przepyszne ruchanki, czyli kaszubskie odmiany racuszków (palce lizać!). Zaznaczę w tym miejscu, że wymieniłem zaledwie część atrakcji. Myślę, że do tematu Wdzydz będę jeszcze powracać w moim blogu, są bowiem bardzo bliskie memu sercu. 

Trasa samochodem po Szwajcarii (Kaszubskiej)

Szwajcaria Kaszubska zapewnia nam malownicze trasy, a mijane widoki na pewno nie będą nas nudzić. Lubię przejeżdżać przez kaszubskie wsie, gdzie domy i gospodarstwa są uporządkowane jak pod linijkę, a wspinanie się samochodem po wzniesieniach wysoczyzny morenowej rzeczywiście pozwoli nam poczuć się jak w Szwajcarii. Sama trasa nie jest wymagająca i w niecałe półtorej godziny znalazłem się na miejscu, gdzie moja siostra ma niewielki letni dom. Dla mnie to wymarzony punkt zaczepienia, dla Prądojada kolejny punkt ładowania (choć, jak wcześniej wspomniałem, ładowanie nie było konieczne, bo nie planowałem dalszej trasy). 

Prądojad podczas odpoczynku może się doładować (choć ładowanie nie było konieczne, ale sami wiecie – przezorny zawsze zabezpieczony…)

Chciałbym się jednak podzielić z Wami moimi zupełnie innymi doświadczeniami. Podróżowanie samochodem elektrycznym jest niesamowicie przyjemne i uspokajające. Utwierdziłem się w tym przekonaniu podczas dzisiejszej wycieczki oraz drogi powrotnej. Pisałem już wcześniej, że brak drgań, jakichkolwiek warknięć silnika, konieczności zmiany biegów, czyni jazdę samochodem elektrycznym kojącą. Ale dla mnie jest ona także całkowicie bezstresowa w takich sytuacjach, jakie przytrafiły mi się dzisiaj, a mam na myśli konieczność wyprzedzenia ogromnych i powolnych pojazdów rolniczych oraz wymijanie rowerzystów. Absolutny brak stresu. Nie trzeba dokonywać redukcji biegów, wystarczy wcisnąć mocniej pedał przyspieszenia (w samochodzie spalinowym nazywany „pedałem gazu”) i auto wzbija się niczym rakieta w powietrze. Chwila-moment i już żegnamy wyprzedzany lub wymijany pojazd w lusterkach.

W lusterkach możemy dojrzeć nie tylko wyprzedzanych uczestników ruchu, ale także malowniczy zachód Słońca.

Minimalistyczna playlista

Wprost wymarzoną playlistą na taką trasę jest dla mnie składanka z serii „Chillhop”. Dzisiaj słuchałem najnowszej kompilacji – „Chillhop Essentials Spring 2020”. Dla mnie to podróż z własnymi myślami, niczym więcej. Otaczająca mnie cisza (LEAF posiada szyby pokryte wygłuszającą warstwą, dlatego jest w nim zadziwiająco cicho) i sącząca się z głośników muzyka pozwala na zdystansowanie się od tego wszystkiego, co nas na codzień przytłacza. Wszystkiego, co zostawiłem za sobą w mieście. Nie chcąc dokonywać recenzji całego albumu może tylko zacytuję kilka tytułowych utworów, które wiele mówią, jak na przykład „Plant a Tree” („Zasadź drzewo”), „At the Park” („W parku”), czy tytuły nawiązujące do codziennych czynności, jak „Doing Laundry” („Robiąc pranie”), czy „Wash” („Mycie”). Mój ulubiony utwór to „Cinnamon Sugar” („Cukier cynamonowy”). Słuchając każdego z nich szybko zorientujesz się, że znikasz z obecnej czasoprzestrzeni, z wykonywania monotonnych czynności życia codziennego. Po prostu Ciebie nie ma. Muzyka w połączeniu z podróżą autem elektrycznym powoduje, że nagle zaczynasz podróżować wyłącznie z własnymi myślami… czego życzę, abyście również zaznali. Spokojnego nadchodzącego tygodnia!

1 thought on “Podróżując z własnymi myślami

  1. Macieju. Opisałeś to tak malowniczo, że przeniosłem się do tego auta. Poczułem zapach tej jesieni. Wdzydze poznałem, nie odważę się napisać, że znam. Nie odniosę się do tej muzyki, muszę posłuchać jej w okolicznościach zbliżonych do Twoich. Odbiór wrażeń byłby podobny, przypuszczam.

Comments are closed.