Jedną z nieuniknionych rzeczy w naszym życiu jest ocenianie. Ciągłe ocenianie. Wydaje się nam, że zaczyna się to mniej-więcej w szkole, kiedy nauczyciele oceniają naszą pracę i zachowanie. Tym samym jesteśmy przyzwyczajani do oceniania. Ocenianie staje się nieodłącznym elementem w procesie naszej socjalizacji i zaczyna się dużo wcześniej niż w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Nieustannie oceniamy innych, oceniamy siebie (czy obiektywnie?). Przyzwyczailiśmy się także do oceniania poziomu usług, gdy jesteśmy o to pytani w różnorakich ankietach. Bank, w którym mamy konto, operator telekomunikacyjny, z usług którego korzystamy – coraz częściej proszą nas o ocenę ich usług. Sami chyba też coraz częściej udzielamy ocen. Oceną jest postawiony kciuk w górę 👍🏻 lub kliknięte serduszko ❤️ w aplikacji mediów społecznościowych, z których korzystamy. 

Ja też dzisiaj dostałem ocenę! Wyobraźcie sobie, że w odpowiedzi na złożony przeze mnie 26  czerwca br. wniosek o dofinansowanie zakupu mojego Prądojada w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, dzisiaj otrzymałem odpowiedź. Była krótka, ale jakże mnie uszczęśliwiła. Brzmi ona: „Wniosek o numerze technicznym … zarejestrowany z datą 26.06.2020, oraz numerem 537/2020 przeszedł ocenę formalną pozytywnie.” Słowo „pozytywnie” zostało nawet wytłuszczone (nie przeze mnie). Fajnie! Jestem coraz bliżej uzyskania dofinansowania. 🚙⚡️😃💶 Teraz przede mną kolejne zadanie. Status wniosku w systemie generowania wniosków również uległ zmianie na „zarekomendowany do dofinansowania”. Muszę doczytać czy wymagane jest jakiekolwiek działanie po mojej stronie, co by czegoś nie przeoczyć.

Dni mijają, a ja z prądem…

Jak minęły mi ostatnie dni? Codziennie upajam się jazdą na prądzie. Niemalże bezkosztową. W ciszy. Korzystam z pięknej pogody. Gdy tylko kończy się mój dzień pracy pośpiesznie pakuję się do Prądojada i mknę 80 kilometrów na Kaszuby, nad jezioro Jelenie. Spędzam trochę czasu na kąpieli w jeziorze – wieczorem woda jest tak cudownie ciepła. Potem trochę odpoczywam, coś poczytam, coś zjem i późnym wieczorem wracam. Przedwczoraj wracałem już naprawdę późno. Było już ciemno. Samochód bezszelestnie przemykał drogami przez las. Wtem przez drogę postanowił przebiec lis! Piękny był. Dobrze, że czmychnął w las wiele odległości przed maską i nic mu się nie stało. Tylko na chwilę przystanął na poboczu, a światła drogowe odbijały się w jego oczach, które rozświetliły się jak dwie żółte żarówki. Odkryłem, całkiem przypadkiem, że LEAF ma automatyczne światła drogowe, które wyłączają się, gdy z naprzeciwka nadjeżdża inny pojazd, inny pojazd pojawia się przed nim lub gdy wjedzie się w teren zabudowany. Nie wiedziałem o tym elemencie wyposażenia. Ciekawe co jeszcze odkryję. A wydawało mi się, że o samochodach elektrycznych wiem wszystko. A tutaj człowiek wciąż się uczy. 

Zachód Słońca nad jeziorem Jelenim

Dni mi mijają, a ja poruszam się z prądem – można rzec. Codzienne przejażdżki sprawiają mi ogromną radość. Odkrywam też drobne przyjemności odwiedzania kolejnych stacji ładowania. Dzisiaj na przykład odkryłem, że na parkingu tzw. „galerii handlowej” Alfa Centrum w Gdańsku na poziomie -1 parkingu podziemnego Energa uruchomiła słupek z dwoma punktami ładowania. Dobra okazja, aby podczas zakupów uzupełnić nieco prądu. 

I tak mijają kolejne dni. Prądojad sprawia ogromną radość, ale sam jest – muszę przyznać – zupełnie zwyczajny. Ja tymczasem poszukuję kolejnych okazji do urozmaicenia swojego czasu, idąc (jadąc) dalej z prądem.