Muszę się Wam do czegoś przyznać. Jeżdżę strasznie nieekonomicznie. Głównym powodem jest zapewne fakt, iż strasznie cieszę się z mojego Prądojada. Jazda nim sprawia mi ogromną przyjemność. W szczególności „te momenty”, jak na przykład kiedy pierwszy odchodzę spod świateł i inni uczestnicy ruchu pozostają w tyle, albo możliwość dynamicznej jazdy na trasie. Sama przyjemność. Nie jest to jednak ekonomiczne podejście. Prawdę mówiąc nie do końca mnie pociągają te wszystkie „challenge” jazdy z jak najniższym zużyciem prądu, na jakie można się natknąć na YouTube. 

Przyznam się także do jeszcze czegoś. Odkąd odebrałem Prądojada to jeszcze nigdy go nie naładowałem do 100%. Zazwyczaj przerywam ładowanie w przedziale 75-85%. Raz, że nie chce mi się czekać pod ładowarką, aż „dobije” do 100%, a dwa, że jest to niekoniecznie „zdrowe” dla żywotności baterii. Dzisiaj jednak miałem trochę czasu, więc zaczekałem aż się pojawi na wyświetlaczu 100%.

Wszystko przez ciekawość…

Ciekawiło mnie po prostu jaki jest maksymalny przewidywany zasięg samochodu przy stanie naładowania baterii do 100%. Ot, z ciekawości jak daleko mógłbym (hipotetycznie) wyjechać. Nie bez powodu wspomniałem, że nie jeżdżę zbyt ekonomicznie. Każdy samochód elektryczny wskazuje przewidywany zasięg auta. Za to wskazanie zapewne odpowiadają jakieś skomplikowane algorytmy, bazujące na dotychczasowym stylu jazdy kierowcy. Nie spodziewałem się więc, że wartości będą imponujące w moim przypadku… Niemniej jednak kiedy stan naładowania osiągnął 100% odłączyłem przewód stacji ładowania i włączyłem „zapłon”. Odczytałem wartości: 252 km w trybie normalnym oraz 266 km w trybie ECO. 

Jeździć mądrzej?

Po raz trzeci się Wam do czegoś przyznam. W ogóle nie używam trybu ECO! Owszem, na początku bawiłem się funkcjami e-Pedal, ECO i trybem jazdy „B”, a także wszelkimi możliwymi kombinacjami tych trzech trybów. Jednakże nigdy nie na dłuższą chwilę. W każdym z nich jazda albo mnie nużyła (ECO), albo wydawała się dziwaczna (e-Pedal czy „B”). Jeżdżę po prostu tak, jakbym jeździł samochodem spalinowym z automatyczną skrzynią biegów, czyli używał dwóch pedałów, dotaczał się powoli na czerwonym świetle do linii zatrzymania, itp. Zacząłem jednak odkrywać, że choć taki styl jazdy wynika z mojego przyzwyczajenia, to nie jest on ani ekonomiczny, ani w żaden sposób „smart”. Być może samochodem elektrycznym trzeba jeździć po prostu mądrze lub sprytnie? Chyba będę musiał nad tym pomyśleć. A dokładnie – popróbować miksu różnych stylów jazdy. Zobaczę co się stanie. Może będę w stanie osiągnąć wynik zbliżony do 300 km?