Nawet nie umiem powiedzieć ile razy usłyszałem w kontekście podróżowania samochodem elektrycznym, zakupu samochodu elektrycznego sformułowanie, że samochód elektryczny nadaje się tylko do podróżowania wokół komina. Najczęściej sformułowanie to pojawiało się w komentarzach, gdzie wybitni znawcy (aż chce się powiedzieć „znaffcy”) tematyki elektromobilności wypowiadają się na każdy temat. Piszę to oczywiście z ironią. Przyznam się, że nim zacząłem się interesować tematyką elektromobilności, to w ogóle wcześniej nie słyszałem tego powiedzenia. Ba, nawet zajęło mi krótką chwilę zrozumienie go! W każdym razie w myśl przysłowia, że wielokrotnie powtarzane kłamstwo staje się prawdą, zasiało ono w mojej głowie pewien niepokój. 

Co z tym fantem zrobić?

Właściwie można zrobić dwie rzeczy. Będąc optymistą można po prostu go zignorować, a nawet w ogóle się nie przejmować. Jak przyjdzie co do czego, to przecież jakoś to będzie. Można też zrobić tak, jakby to zrobiła moja przyjaciółka Ania, która jest cholernie (przepraszam za to słowo, ale lepszego nie odnajduję) logiczna i analityczna. Ania zaczęłaby temat zgłębiać, analizować, ale jednocześnie zadawać logiczne pytania. Pytania w stylu: Po co jest mi samochód? Gdzie na codzień będę z niego korzystał? Jakie są główne cele mojej podróży? Czy jestem świadom ograniczeń podróżowania samochodem elektrycznym? Ile czasu ładuje się samochód na trasie? I tak dalej. Nawiasem mówiąc nie znoszę tego maglowania pytaniami, bo strasznie się męczę. Na dodatek zasypywany nimi jeszcze bardziej mam ochotę się schować za moją optymistyczną naturą i wierzyć uparcie, że cokolwiek się stanie, to przecież „zawsze jakoś to będzie”. Niemniej jednak ścieżka Ani jest jak najbardziej właściwa. Przed każdą poważną decyzją, a każdy większy zakup nią jest, także samochodu (już nawet nie elektrycznego) musimy sobie zadać wiele pytań, aby właściwie przeanalizować zagadnienie i podjąć właściwą decyzję.

W moim przypadku nie było inaczej

Decyzję o zakupie samochodu elektrycznego podjąłem w pełni świadomie. Byłem świadom ograniczeń, które są najczęściej przytaczane. Nie zaskoczę nikogo ujawniając, że dotyczą one zasięgu samochodu, jego parametrów technicznych (jak szybko można podróżować vs. jak szybko można go ładować). Na tym właściwie można by temat zamknąć. Oczywiście Ania szła w swojej analizie dużo dalej i pojawiały się pytania o kondycję baterii, utratę wartości samochodu, itd. Ale dwa pierwsze są kluczowe. Mam dość specyficzne nastawienie do życia, które zaczęło się kształtować jakiś czas temu. Zmęczony ciągłym konsumpcyjnym trybem życia, ciągłą gonitwą po „więcej, szybciej, dalej”. Ale też i gromadzeniem coraz to większej liczby przedmiotów, które szczęście dawały wyłącznie pozornie, czy zadłużaniem się po uszy (bo nawet nie po szyję). Skłoniłem się ku poszukiwaniu właściwych wartości w moim życiu. Tak natrafiłem na zagadnienie minimalizmu. A Wy na mój blog. 

Wracając do samochodów elektrycznych

Co zatem wspólnego mają parametry wymarzonego przeze mnie Nissana LEAF, analiza Ani i moje minimalistyczne podejście? Pozornie niewiele. Jednakże uważam, że powinien zmienić się styl, w jakim obecnie podróżujemy. Co więcej – on się zmienia! Zdajemy się jednak tego nie dostrzegać. Czy zauważyliście, że podróż samolotem, w szczególności na dłuższych, transkontynentalnych dystansach zaczęła się wydłużać? W ślad za tym ważniejsze stało się samo doświadczenie podróży niż podróż na czas. Oczywiście są wyjątki, na przykład podróż koleją zdaje się przyspieszać. W szczególności w Polsce, gdzie w ostatnim czasie zaniedbywana latami kolej, zaczęła przyspieszać dostarczając lepszy produkt (szybkie i niezawodne połączenia, a więc i lepsze doświadczenie podróży). Jednak w przypadku podróży samochodem odpowiedź nie jest jednoznaczna. Z jednej strony przybywa wygodnych dróg, głównie o charakterze tras ekspresowych. Z drugiej strony infrastruktury dla podróżnych, czyli tzw. MOP-ów, gdzie możemy odpocząć, coś zjeść, zatankować samochód (i coraz częściej także naładować samochód elektryczny). Te zmiany jednak nie korelują z liczbą wypadków drogowych. Unia Europejska najwyraźniej zaniepokojona tym stanem rzeczy postawiła na ambitny projekt całkowitego wyeliminowania wypadków z ofiarami śmiertelnymi. Powstały całe dokumenty programowe, na które składają się inwestycje w rozwój infrastruktury zapewniającej bezpieczeństwo, ale także i obowiązkowego wyposażenia samochodów w aktywne systemy bezpieczeństwa. Jednym z nich, dość kontrowersyjnym w ocenie wielu kierowców, jest ograniczenie prędkości maksymalnej samochodu w powiązaniu z dopuszczalną prędkością maksymalną obszaru, po którym samochód będzie się poruszać. Przepisy te zaczną wchodzić stopniowo w życie w 2022 roku. Nie ma się co oszukiwać, nadmierna prędkość nadal pozostaje statystycznie główną przyczyną śmiertelności w wypadkach drogowych. W tym wszystkim zacząłem się zastanawiać i doszedłem do wniosku, że samochody elektryczne zdały się jako pierwsze wdrażać te ograniczenia. Poza nielicznymi przypadkami, jak samochody elektryczne Tesla czy Porsche, pozostałe modele posiadają ograniczenie prędkości maksymalnej w przedziale mniej-więcej od 135 km/h do ok. 170 km/h. 

Szybciej nie trzeba

Nie sposób się nie zgodzić, że ważniejsza do prędkości przejazdu jest płynność ruchu. Może więc łącząc te wszystkie elementy, czyli komfortowe i bezpiecznie zaprojektowane drogi, infrastruktura (MOP-y, stacje ładowania) oraz aktywne systemy bezpieczeństwa, mogą się przyczynić do poprawy płynności oraz w konsekwencji także zwiększenia bezpieczeństwa podróży. Choć wydawać się może, że jesteśmy wciąż daleko od osiągnięcia tego celu, to jednak zwiększając świadomość kierowców (edukacja) oraz nakładając wspomniane przeze mnie ograniczenia (obostrzenia), jesteśmy w stanie go zrealizować. Co więcej. Będziemy w stanie go zrealizować i być może nawet nie odczujemy znacznej różnicy. Tak, jak nie odczuliśmy różnicy w czasie podróży międzykontynentalnej drogą powietrzną.

A może będziemy po prostu jeździć inaczej?

Na koniec moich przemyśleń, może odniosę się jeszcze do wyników pewnych badań. Otóż z obserwacji wynika, iż posiadacze samochodów elektrycznych, po przesiadce z samochodu spalinowego, jeżdżą swoimi samochodami paradoksalnie… więcej. Prowadzone są wciąż badania dlaczego tak się dzieje i nie mamy jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Jednakże odpowiedzi koncentrują się wokół kilku przyczyn. Podróż samochodem elektrycznym jest znacznie tańsza niż jego spalinowym odpowiednikiem, dlatego też kierowcy są bardziej skłonni do pokonywania tych odległości, których nie pokonywaliby dotychczas samochodem w ogóle. Drugą przyczyną jest odczucie przyjemności z jazdy. Jazda samochodem elektrycznym jest przyjemna (cicha, brak odczuwalnych drgań), a pokonywanie dłuższych odległości mniej męczące, choćby z uwagi na konieczność wykonywania postojów na ładowanie baterii. Stajemy się bardziej świadomymi kierowcami, ponieważ dłuższe podróże dokładniej planujemy w zakresie wspomnianych postojów. Inaczej koncentrujemy naszą uwagę podczas kierowania pojazdem elektrycznym – zapewne z uwagi na bogate wyposażenie dodatkowe we wspomniane przeze mnie wcześniej systemy aktywnego bezpieczeństwa. To dlatego najczęściej słyszalną opinią właściciela samochodu elektrycznego jest ta, że nie widzi już możliwości powrotu do samochodu z napędem konwencjonalnym. Nie należy przy tym ignorować pewnych korzyści, jakimi cieszą się kierowcy samochodów elektrycznych w wielu krajach, także w Polsce. Dla przykładu należy wskazać możliwość poruszania się BUS-pasami, bezpłatnego parkowania w strefach płatnego parkowania, czy możliwości wjazdu do stref zastrzeżonych dla transportu bezemisyjnego i bezpłatnego ładowania. Choć zasadność długoterminowego utrzymania tych korzyści wydaje się wątpliwa, czego posiadacze samochodów zasilanych prądem zdają się być świadomi. Następują tym samym pewne drobne zmiany w naszych przyzwyczajeniach i zachowaniach, które wkraczają niemal niezauważalnie w nasze życie. Małymi krokami. Przyznam się, że i ja mam teraz okazję to obserwować. Ciekaw jestem jak będą się zmieniać moje przyzwyczajenia. Na pewno Wam o tym napiszę szerzej. 

Nocne ładowanie Prądojada na stacji szybkiego ładowania Energa w Gdańsku