Nieco zwlekałem z kolejnym wpisem. Nie mam usprawiedliwienia dlaczego pozostawiłem mojego bloga na blisko tydzień odłogiem. Po prostu nic spektakularnego się nie wydarzyło w życiu moim, ani mojego Prądojada. Nie oznacza to jednak, że nic się nie działo w świecie elektromobilności. Bo działo się całkiem sporo, przy czym nie wszystkie wiadomości można uznać za dobre.

1 września

Pierwszy dzień września to dla wielu z nas symboliczny koniec wakacji, który niepodzielnie łączy się z pierwszym dniem szkoły. Ale każdy zaangażowany fan elektrycznej mobilności wyczekiwał tego dnia także z uwagi na zapowiadaną premierę nowej, całkowicie elektrycznej Skody Enyaq iV. Mniejsza o nazwę. Brzmi dość dziwnie. Choć mi się zdecydowanie kojarzy ze znaną wokalistką, instrumentalistką i kompozytorką Enyą. Nawet przez myśl mi przeszło czy tak, jak Robert De Niro reklamuje elektryczne auto KIA Niro, to Enya będzie twarzą Skody Enyaq, ale mniejsza o to. 

Samochód jest przełomowy, ponieważ jego konstrukcja oparta jest o dedykowaną platformę grupy MEB zaprojektowaną przez Volkswagena, na której w nieodległej przyszłości mają się pojawiać nowe modele. Są to zapowiadane modele zarówno serii „ID.” z logo VW, pozostałych marek grupy (Audi, Skoda, Seat, Cupra), jak i też innych producentów, którzy będą chcieli tę platformę licencjonować. Przyznam, że jest to dość ciekawe rozwiązanie. Elastyczność platformy pozwala na osadzenie na niej modeli różnych klas, od B, poprzez C do D. Pierwszym modelem, który w najbliższych tygodniach pojawi się na naszych drogach jest Volkswagen ID.3. Kolejnym zapewne ID.4 i wspomniana Skoda Enyaq iV. 

Wracając do nowej Skody. Zaprezentowane auto bardzo mi się podoba. W szczególności w wersji RS w kolorze (jakże by inaczej…) czarnym, z elementami dekoracyjnymi nadwozia i detalami w kolorze miedzianym i wykończeniem wnętrza, które chyba nazwano koniakowym.

Tego „koniaku” nie jestem pewien. Niemniej jednak trzy ulubione zdjęcia z wydarzenia prasowego załączam.

Nie chcę się rozpisywać za bardzo nad szczegółami technicznymi, bo każdy może je sprawdzić we własnym zakresie. Bardzo podoba mi się kierunek, w jakim zmierza Skoda. Auto może się podobać i ma duże szanse na osiągnięcie sukcesu. Również z uwagi na dostępność cenową dla różnego pokroju odbiorców. Spodziewana cena samochodu ma zaczynać się w okolicach 140-150 tys. złotych, a „topowa” wersja ma sięgać 250 tys. zł. Zależnie od pakietu baterii, rodzaju napędu (na jedną lub dwie osie) i jego mocy, no i oczywiście pakietu wyposażenia. Ja póki co mam swojego Prądojada, który pozostanie ze mną zapewne na jakiś dłuższy czas, więc zazdrosny nie jestem. 

Nieco wcześniej pojawiły się informacje o gamie samochodów elektrycznych Hyundaia, gdzie trzy całkowicie nowe modele mają się pojawić pod dedykowaną sub-marką Ioniq. Wraz z postępem na placu budowy fabryki Tesla Gigafactory Berlin zaiskrzyły nadzieje na rychłą premierę modelu Y (jakże by inaczej – SUV) w Europie. A jeszcze nieco wcześniej, bo jeszcze w lipcu Nissan zaprezentował nowy elektryczny model Ariya (też SUV). Można by powiedzieć, że naprawdę cieszę się, że pojawiają się kolejne opcje wyboru.

Pojawiają się i… znikają

Optymizm szybko zgasł wraz z kolejnymi dniami, podczas których pojawiały się kolejne doniesienia ze świata elektromobilności. Volkswagen ogłosił opóźnienia w dostarczaniu na rynek planowanego modelu ID.4. Model wydaje się bardzo istotny w portfolio grupy z uwagi na fakt, iż ma to być auto segmentu C-SUV, który zyskuje na coraz większej popularności, tak na rynku europejskim, jak i amerykańskim. Tworzący się popyt na auta elektryczne na tych rynkach europejskich spowodowany programem dopłat producenci starają się „zasypać” przedłużeniem cyklu produkcji dotychczasowych modeli. I tak Volkswagen zdecydował o produkcji „starego” e-Golfa do końca roku (jego produkcja miała się zakończyć wraz z końcem wakacji), a BMW zwiększyło produkcję modelu i3. Jeszcze jedno wyjaśnienie. Pisząc o dopłatach nie mam na myśli krajowego programu, który praktycznie już się zakończył, nie odnosząc spektakularnego sukcesu. Ale to temat na odrębny wpis. 

Znikające trojaczki

Najbardziej zasmuciła mnie jednak wiadomość o zakończeniu przyjmowania zapisów na modele samochodów typowo miejskich, z tak zwanej grupy „A”. Z początkiem września Volkswagen wstrzymał zapisy na model e-up!, spowodowane wyczerpaniem możliwości produkcyjnych do końca przyszłego roku. Dużo wcześniej, bo późną wiosną wstrzymana została sprzedaż Skody CitigoE iV. Natomiast trzeci z trojaczków Seat Mii Electric na wielu rynkach w ogóle nie pojawił się w palecie dostępnych modeli, a tam gdzie był oferowany, dostępny nie jest. To, co łączy te trzy modele to oczywiście te same rozwiązania techniczne oraz fakt, że powstają one w fabryce grupy VW na Słowacji. Choć można odczytywać ten sygnał pozytywnie, bo w końcu wyprzedały się na pniu, to jednak jest to niepokojące. W Europie segment A jest szczególnie istotny, ponieważ odpowiada potrzebom szerokiej rzeczy odbiorców. Głównie właśnie jako typowy samochód „do miasta”, doskonały samochód do miejskiego car sharingu, czy po prostu jako drugi samochód w rodzinie. Producenci odpuszczając ten segment zaprzepaszczają tym samym szanse na rychłą elektryfikację transportu indywidualnego (lub współdzielonego) w miastach. A to wielka strata. Wielka, ponieważ w ślad za nią nie będzie rozwijana miejska infrastruktura ładowania. Spowolnimy?