Mój wczorajszy wpis w całości poświęciłem recenzji aplikacji mobilnej Nissan Connect. Tekst ten był dość obszerny i mógł wydać się Wam dość specjalistyczny. Muszę się przyznać, że był to zamierzony cel z mojej strony. Wszystko dlatego, że nie odnalazłem w zasobach Internetu równie kompleksowego tekstu w języku polskim o aplikacji Nissana. Mam nadzieję, że przyda się tym, którzy podobnie jak ja, nie natrafili na pożądany tekst szperając w sieci. Teraz już jest. Pozostawiłem tym samym jedną małą lukę do wypełnienia. Nie opisałem szczegółowo sekcji „historia jazdy”. Chciałbym ją uzupełnić, ale z nieco innej perspektywy. Wykorzystam opis tej sekcji do jednoczesnego podsumowania minionego miesiąca mojego Prądojada. Tym samym mam nadzieję, że uda mi się odejść od konceptu specjalistycznego tekstu, przez co będzie on ciekawszy.

Najciekawsza sekcja aplikacji

Wspomniana przeze mnie „historia jazdy” to w mojej ocenie zarówno najciekawsza, jak i najbardziej cenna jej część. Dzięki niej możemy zajrzeć do historii przejazdów naszego samochodu elektrycznego. Wybierając odpowiedni filtr możemy przejrzeć ekran z podsumowaniem wielu parametrów w trybie dziennym (wybrany dzień z kalendarza), podsumowania miesięcznego (dane zagregowane w porządku miesięcy kalendarzowych) lub rocznym. 

Ponieważ jeżdżę Prądojadem od niewiele ponad miesiąca, przy czym aplikacji nie używałem od pierwszego dnia, zauważalna będzie drobna rozbieżność pomiędzy licznikiem przebiegu samochodu, a danymi widocznymi w aplikacji. Niemniej jednak podsumowanie jest bardzo ciekawe.

Cztery lata życia, trzy doby w miesiącu

Nie wiem czy macie świadomość, ale przeciętny Europejczyk w ciągu swojego życia spędza 3 lata i 11 miesięcy w samochodzie. To prawie cztery lata! Z całego tego czasu 2 lata i 7 miesięcy spędza jako kierowca, natomiast 1 rok i 3 miesiące jako pasażer. To szmat czasu. Wyobraźcie sobie, że tylko w miesiącu sierpniu spędziłem w samochodzie prawie trzy doby! Dokładnie, według wskazań aplikacji 2 dni, 23 godziny i 11 minut. Robi wrażenie, prawda? Na ten czas składa się pokonany dystans. W końcu samochodem głównie jeździłem, choć tak bardzo się cieszyłem z niego, że byłem gotowy nawet w nim spać. 😉 Łącznie przejechałem 2.293 kilometry. Jak zapewne zauważyliście niedawno pisałem o pokonaniu łącznego dystansu moich pierwszych trzech tysięcy kilometrów. Różnica to zapewne te podróże, których nie zarejestrowałem, ponieważ nie miałem jeszcze aktywnej aplikacji. A na nie składa się pierwsza samodzielna podróż Prądojadem z Warszawy do domu, a więc blisko 380 kilometrów. 

Koszty, koszta, koszteczki

Przejechanie tylu kilometrów musiało pochłonąć sporo energii, pomyślicie. Macie rację. W przypadku tradycyjnego samochodu z silnikiem spalania wewnętrznego mamy odruch przeliczania kosztów na litry paliwa wpompowane w bak samochodu na przestrzeni miesiąca. Potem te litry paliwa przeliczamy przez kwotę, jaką nam przyjdzie zapłacić za każdy litr. Tyle, że cena paliwa waha się. Jest różna w zależności od stacji paliw, jak również ulega wahaniom, tym zauważalnym w skali miesiąca. Przyjąć możemy więc dwie metody: co bardziej skrupulatni przyjmą rzeczywisty wydatek na paliwo w ciągu miesiąca (odliczając od paragonów na stacji zakupione hot-dogi). Ci mniej skrupulatni przyjmą jakąś średnią wartość za litr paliwa, bądź to mniej lub bardziej optymistyczną. 

Z ładowaniem własnego samochodu elektrycznego jest dużo łatwiej. Raz, że jeżeli ładujecie swoje auto w domu to właściwie tak, jak byście posiadali własną stację paliw. Dwa, cena prądu nie ulega podobnym wahaniom i możemy przyjąć, że jest stała w ciągu całego roku (lub dłuższego okresu, jeśli zawarliście umowę o prąd z gwarantowaną ceną przez 2, 3 lub nawet 4 lata – bo takie oferty są dostępne na rynku). Także aplikacja Nissana przychodzi z pomocą, ponieważ możemy wprowadzić do niej wartość, jaką przychodzi nam zapłacić za każdą kilowatogodzinę. Tak więc zrobiłem. Korzystam obecnie z najbardziej popularnej taryfy jednostrefowej G11, z jakiej korzysta zdecydowana większość gospodarstw domowych. Wprowadziłem więc równowartość 58 groszy za każdą kilowatogodzinę. Na tej podstawie aplikacja wyliczyła, że w miesiącu sierpniu przeznaczyłem kwotę dokładnie 210 złotych i 76 groszy.

Podróżowanie (prawie) za darmo

Choć kwota ta wydaje się jedynie ułamkiem tego, co przyszło by mi wydać na paliwo, sytuacja jest bardziej złożona. Po pierwsze aplikacja Nissana obrazuje jedynie energię przyjętą, a następnie skonsumowaną przez samochodów. Oznacza to, że nie uwzględnia strat energii wynikających z procesu ładowania. Część z niej (założyć możemy około 5%) utracicie w postaci ciepła nagrzewającego przewody, którymi płynie prąd do Waszego gniazda lub wallboxa. Drugim elementem będzie energia, za którą już zapłaciliście, ale jeszcze jej nie wykorzystaliście, bo jest zmagazynowana w pakiecie baterii. Zastosować tutaj można analogię do paliwa, jakie wozicie w baku, choć go jeszcze nie wypaliliście. Oczywiście tak, jak jesteśmy ograniczeni wielkością baku, tak i też jesteśmy ograniczeni wielkością pakietu baterii. Pojemność obu jest ograniczona, więc nie zmagazynujecie zbyt dużych wartości.

Ładowanie na płatnej stacji sieci GreenWay. Stacje tej sieci choć płatne to są niezawodne i gęsto usytuowane. Na zdjęciu stacja pod Elblągiem, przy trasie S7 (dostępna całodobowo).

No i na koniec najważniejsze – mój rachunek za prąd za miesiąc sierpień wyniósł niecałe 125 złotych. Jak to możliwe? Nie ładowałem mojego samochodu w ogóle w domu! Znakomitą większość pokonanych kilometrów przejechałem za darmo. Korzystałem z sieci publicznych stacji ładowania, z których część nadal funkcjonuje w programie pilotażowym i jest udostępniana całkowicie za darmo. Za część z nich przyszło mi zapłacić, a dokładnie za trzy postoje na ładowanie, za które zapłaciłem odpowiednio: 25,41 zł + 17,73 zł + 11,44 zł. Łącznie więc ładowanie Prądojada w miesiącu sierpniu kosztowało mnie 54,58 zł. Przy przebytych 2.293 km daje to wynik 2,5 grosza na każdy kilometr.

Nasza ulubiona stacja ładowania operatora Energa, dostępna bezpłatnie w ramach programu pilotażowego.
Na osłodę eko-wynik

Na samym dole aplikacja Nissana podsumuje także ile kilogramów dwutlenku węgla auto nie wyemitowało do atmosfery, dzięki temu, że jeździmy autem bezemisyjnym. Mój wynik to 282 kg. Niesamowite! Ciekaw jestem ile uzbiera się w ciągu całego roku. Pewnie będę bieżącym wynikiem nie raz jeszcze się chwalić.