Dość długo mnie nie było. Otwierając stronę z moim blogiem zauważyłem, że ostatni wpis poczyniłem 13 października. Ciężko mi uwierzyć, że minęło tyle czasu. Jeszcze ciężej mi uwierzyć, że odczuwalnie była to dosłownie chwila, moment. Ale pora ogłosić mój elektryczny powrót po przerwie. Z jednej strony w moim życiu się wiele działo. Byłem bardzo pochłonięty codzienną pracą. Zaliczyłem jeden krótki urlop (niestety, nie Prądojadem). Potem jakoś już wpadłem w wir przedświątecznych przygotowań. Końcówka roku to także zwyczajowo intensywny okres w mojej pracy zawodowej. I tak znalazłem się w dniu dzisiejszym, 26 grudnia. Dniu, w którym można już powiedzieć, że jest praktycznie już po Świętach. Witam Was ponownie – oto mój powrót po dłuższej przerwie.

Elektryczny powrót po przerwie – co się zmieniło?

Po tak długiej przerwie wypadało by napisać co się zmieniło. Niestety, z mojej perspektywy mogę powiedzieć, że niewiele. A właściwie praktycznie nic się nie zmieniło. Nadal tkwimy w pandemii, co już chyba coraz mocniej zaczyna nam wszystkim doskwierać. Dokładając do tego obecną porę roku oraz ograniczenia w przemieszczaniu się właściwie można rzecz, że tkwię w miejscu, dosłownie. Regularni czytelnicy mojego bloga pewnie się zastanawiają co z dopłatami do aut elektrycznych. O ile regularnych czytelników wciąż posiadam, przy tak długiej przerwie jaką im zafundowałem… Moi drodzy – NIC!

Postęp spraw urzędowych

Narodowy Fundusz zakończył nabór, przeliczył wszystkie wnioski, zakwalifikował je wstępnie do wypłaty, przygotował umowy i niezbędne dokumenty. Potem jeszcze „przypomniał sobie” o tym, aby uzupełnić jeszcze całość o dodatkowy dokument – odrębną umowę cesji z polisy ubezpieczeniowej. Po czym zaprosił do wypełnienia wniosku o realizację wypłaty i… na tym koniec. Liczyłem, że jestem już bardzo blisko. Pośpiesznie wypełniłem umowę cesji z polisy, pojechałem do siedziby ubezpieczyciela, aby ją opieczętować i podpisać po jego stronie. Przekazałem cały komplet szczęśliwy, że dopiąłem już wszystkie formalności, czując już zapach przychodzącego przelewu z Funduszu i… nic. Okazało się, że nadal nie jest gotowy system informatyczny do oceny wniosków.

Byle spokojnie

W normalnych okolicznościach pewnie bardzo bym się zdenerwował. Ale już chyba uodporniłem się na wszelkie składane obietnice, czy programy dopłat. Zaczynam przyjmować rzeczywistość taką, jaka jest. Nadal także nie udało mi się zrealizować inwestycji w postaci gniazda zasilania na miejscu postojowym w hali garażowej. A blok, w którym mieszkam jest praktycznie nowy. Ale o tym jeszcze napiszę. Także znów – nic się nie zmieniło. 

Jednak coś się zmieniło!

Mimo całkowitego rozczarowania programem dopłat jednak pewnie zmiany nastąpiły. Wraz ze zmianą pory roku nabyłem komplet ogumienia na sezon zimowy. Od dłuższego czasu dopytywałem w lokalnym serwisie Nissana o dedykowaną ofertę. Podobnie, jak dopłaty, dealer obiecywał jej rychły start. W efekcie pojawiła się oferta. Ale całkowicie odrealniona. Nie była to żadna dedykowana oferta opon dla aut elektrycznych! Po prostu chyba tylko to, co na stanie miał dealer w magazynie. Kolejne rozczarowanie. Zakup opon od dealera pozbawiony był jakiegokolwiek sensu! Ceny wcale nie wydawały się atrakcyjne, a opony nijak nie były dedykowane do samochodów elektrycznych. Nie zrażając się tym wszystkim zacząłem poszukiwać w internecie wszelakich opinii dotyczących opon do samochodu elektrycznego. Z oponami letnimi jest o tyle łatwiej, że kupuje się opony o obniżonych oporach toczenia i w miarę ciche. W przypadku opon zimowych szukałem po prostu dobrych opon, które byłyby jak najcichsze.

Elektryczny powrót po przerwie – wybrałem opony!

W ostateczności wybrałem model opon Nokian WR Snowproof. Miały one całkiem dobre parametry i atrakcyjną cenę w odniesieniu do oferowanej jakości. Bardzo ucieszyłem się, gdy na facebookowym forum posiadaczy LEAFów ten wybór opon dość często się powtarzał. Poczułem, że dokonałem słusznego wyboru. Opony zmieniłem dość późno, bo 23 listopada. Jednak moment był właściwy, bo pogoda była bardzo łaskawa i pogoda załamała się dopiero po tej dacie. Mówi się, że prawdziwych zim już nie ma. Coraz częściej w internecie można spotkać się z „radami” forumowiczów, że dla auta elektrycznego wystarczą w zupełności opony wielosezonowe. Zwłaszcza, jeśli zamierzamy jeździć głównie „po mieście”). Jednakże raz, że ja już posiadałem całkowicie nowe opony letnie, które otrzymałem z zakupionym autem. Dwa, że nadal podtrzymywałem, że moje e-auto nie jest tylko do miasta.

Nissan LEAF ładuje się na publicznej stacji ładowania Energa-Obrót przy ulicy Jacka Pałubickiego w Gdańsku.
Prądojad uzupełnia prąd na stacji ładowania Energa przy ul. Pałubickiego w Gdańsku

Elektryczny powrót po przerwie – pory roku

Jak wiecie, jest to mój pierwszy samochód elektryczny. Do późnej jesieni cieszyłem się nim każdego dnia, pomimo pandemii, jeżdżąc gdzie tylko się da. W sumie od zakupu przejechałem 8000 elektrycznych kilometrów, które sprawiły mi bardzo wiele radości. Miałem chęć przelania tej radości na miesiące zimowe była przeogromna. Kompletnie nie pomyślałem o ograniczeniach, jakie nadejdą wraz z zimą. A były one oczywiste i teoretycznie byłem ich świadomy. Oczywiście chodzi o zasięg samochodu zimą. Kurczy się on drastycznie, o czym miałem okazję się przekonać niedawno. Moją zwyczajową, ulubioną trasę na Kaszuby przejeżdżałem dynamicznie w obie strony (ok. 80 km w każdą) na jednym naładowaniu auta, nie oszczędzając sobie klimatyzacji.

A jak wygląda ta trasa teraz?

Ta bardzo przyjemna, malownicza trasa już taka zimą niestety nie jest. Szybko robi się ciemno, wijące się zakręty drogi wyciętej w środku lasu bywają zdradliwe, bo dość śliskie. W efekcie jedzie się znacznie wolniej i oszczędniej. Mimo to samochód prezentuje znacznie mniejszy przewidywany zasięg, a nie odmawiając sobie ogrzewania zasięg kurczy się znacznie szybciej. Trasa ta z przyjemnej przejażdżki robi się ślamazarną eko-jazdą. Człowiek gdzieś tam w tyle głowy zastanawia się czy jednak dojedzie w obie strony. Odpowiedź brzmi: dojedzie, nawet zostanie około 15% prądu w baterii. Ale wynik jest daleki od prezentowanego przez auto zasięgu w przedziale 220-230 km. A tyle wskazuje auto zimą, kiedy wsiadamy do w pełni naładowanego samochodu. A to przecież jakieś 160 km w obie strony (+ około 25 km, które nam pozostaje w tych 15%). Jakby nie liczyć realny zasięg na trasie wynosi raczej około 180 km. Przyznam, że to rozczarowujące.

Zapadając w sen zimowy

Od dziecka fascynowały mnie niedźwiedzie, które zapadały w sen zimowy. Pamiętam jak zawsze się dziwiłem, że są zwierzęta, które pomimo tak grubego futra postanawiają przespać zimę. Zimy wydawały mi się takie wspaniałe – po drodze ulubione przeze mnie Święta. Moje urodziny (w tym roku „okrągłe”), nie wspominając o tych wszystkich zabawach na śniegu, zjeżdżaniu na sankach. Tyle, że zimy się bardzo zmieniły od czasu mojego dzieciństwa, bo śniegu w mieście ciężko uraczyć. Zaobserwowałem za to inne ciekawe zjawisko. Technicy opiekujący się siecią publicznych stacji ładowania mają zdolność do zapadania w sen zimowy, niczym niedźwiedzie.

Czas spędzony pod „ładowarką”

Ostatnie moje tygodnie to konieczność ślęczenia pod stacją ładowania, aż auto się naładuje. Latem to było dość przyjemne, bo można było się przejść, załatwić coś w okolicy. Zimą wygląda to inaczej: siedzi się w samochodzie (na szczęście można się dogrzewać podczas ładowania). Jedynym zajęciem zaś jest zabawa telefonem, tabletem lub praca na laptopie. Uskuteczniam wszystkie trzy. Zabawnie jednak nie jest, gdy te stacje zaczynają się psuć. A odniosłem wrażenie, że zimą jakby psują się częściej.

Bywa też nerwowo

W ostatnich tygodniach miałem dość nerwowe dwa dni, gdzie jeździłem rozładowany pomiędzy stacjami ładowania poszukując sprawnej. Początkowo mogło się to nawet wydawać zabawne, ale uwierzcie mi, że wraz z każdym ubywającym kilometrem zasięgu przestawało takie być. Chcąc spełnić obywatelski obowiązek usiłowałem każdorazowo zgłaszać problem na infolinię operatora stacji ładowania. Gdziny pracy infolinii są jednak ograniczone do dni roboczych od 8:00 do 16:00. Mimo zgłoszenia, nie udało mi się skontaktować z technikiem (latem oddzwaniał dość szybko). Moje przeżycia z poszukiwaniem miejsca do ładowania spowodowały, że ukułem właśnie hipotezę o technikach zapadających w sen zimowy, niczym niedźwiedzie. Oby na wiosnę się obudzili. Póki co ja ogłaszam mój elektryczny powrót po przerwie.